Czuję się wreszcie zakoncertowana. przekoncertowana. i wesoła.
Ten dzień ocalił Openera. Ocalił również mnie.
ilość zaliczonych koncertów: 12!!!!!!!!!!!!/oj rekord chyba. 2 w całości. reszta w kawałkach w okolicach od 20 do 45 minut/niestety odległości między scenami i kolizje nie pozwoliły inaczej/
ilość dobrych koncertów: 11!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!/niekoniecznie wszystko moje klimaty, a jednak po prostu dobrze grali.
ilość zrobionych kilometrów: około 20.
ilość zaliczonych barierek: 2 /These New Puritans. wyszłam po 35 minutach. /James Blake.
ilość wypitych browarów: 0 /wstyd. ale ja po prostu miałam od paru dni ochotę na wino, a wina wnieść się nie dało..
koncert dnia: James Blake.
porażka dnia: These New Puritans /brak głosu to mało powiedziane..
Tytuł `Gwoźdź Openera` należy w tym roku do Jamesa Blake`a...
Dla Jamesa warto było tu przyjechać.
Na razie tyle niestety.
dobrej nocy/ muszę rano wstać.
ps. myślę właśnie o tym, że miałam w tym roku szlaban na płyty. a jednak nie było nawet nic co chciałabym kupić. To śmieszne. Rok temu wróciłam z 7 płytami.
no nic.
idę.
poniedziałek, 4 lipca 2011
niedziela, 3 lipca 2011
;)
Przykro to mowic, ale czuje glownie znudzenie.
Strasznie tegoroczny Opener mnie nudzi, i uwazam, ze zle zrobilam, ze tu przyjechalam.
Duzo lepiej bawilabym sie w gorach lub na jakiejs wsi z ksiazka w rece, w sluchawkach.
Lineup okazal sie do dupy. /z wyjatkami. ale festiwal to festiwal. angazuje Cie na cale dnie. to nie wyjscie na koncert jednej grupy. Tutaj nie mozesz godzinami snuc sie po (za przeproszeniem) chujowych koncertach, snuc sie, i natrafiac na sciane, lub jakis syf. To nie powinno byc tak. i zwykle nie bylo. Poprzednie lata nas rozpiescily. Stad tez moze duze wymagania. O zeszlym roku nawet nie chce sie wypowiadac. jaki wypas. Jak bardzo to bylo nawet nie do ogarniecia. i jaka adrenalina. przyjemnosc. czad we wlosach.
liczba zaliczonych barierek: 3.
browary: 0
inne uzywki/alko: 0
poziom znudzenia: 100%
poziom emocjonalny: martwica. i nuda.
Zaliczylam dzis:
Sistars - o dziwo niezly koncert. Panienki wykazuja progres i reprezentuja wysmienity swiatowy poziom wokalny, jednak mega komercja. i wcale mnie to nie interesuje.
The Asteroids Galaxy Tour - niezły skandynawski wokal. mdły nudny skandynawski pop. /nuda do potęgi. Ucieczka spod barierki po 25 minutach sprintem.
Primus - nawet ok. Bez szału. totalnie bez szału. chociaz brawo za oryginalnosc i niebylejakosc. brawo za bycie soba??
Kate Nash - porażka. totalna porażka. zero głosu. Darcie gęby. muzyczne dno. Przerost formy nad treścią. jedyne co - mila dziewczyna. sympatyczna. /Ucieczka spod barierki po kwadransie, slalomem.
Prince - coz. Bylo lepiej niz sie spodziewalam. naprawde. ale i tak nuda. Ja nie lubie popu. nic nie poradze.
z Prince uciekam na koncert Niecheci /na Niechec szlam w Warszawie juz kilka razy i dojsc nie moglam. Niechec okazuje sie byc rewelacyjna opcja. Fascynujacym szalonym jazzem, z elementami bardzo free.
Na Niecheci czuje ulge. Jakbym znalazla sie w domu, wsrod swoich.
W namiocie jest 20 osob. /kiedy 50 metrow dalej stoi 100.000 osob i oglada/slucha Prince`a..
Ta sytuacja jest tragikomiczna. Chodzi mi o wartosc artystyczna Niecheci...
Chapel Club o 1:00 na Tent Stage/bieg pod barierkę po pierwszym kawałku.
Zalazek. Skupienie. Ciekawosc. Proba nawiazania kontaktu. Otwarcie polow na.
ale kiedy zaczynam cos czuc. i czuc ten caly motyw. koncert sie konczy.
po 36 minutach. i nie ma bisu. Goscie normalnie nas olali.
Kwadrans oklaskow, wrzaskow. i nic. nie wyszli. Ta sytuacja zepsula cale wrazenie, ktore bylo niezwykle. Przez krotka chwile. Nie wiem co mam o tym myslec. /ale postaram sie dac temu szanse. Czulam od tego wokalisty bardzo dobre emocje. i ogromna wrazliwosc. Niby tez taki zwykly indie pop podbity post-rockiem, a jednak prawdziwie nowy. a jednak mial to Coś.
Mial to, czego nawet nie mialo wysmienite i 100 razy bardziej inspirujace Crystal Fighters.
A potem znowu nuda. i myslisz tylko, zeby dojsc do domu.
i zeby ten Opener sie juz skonczyl. chociaz jutro James Blake i These New Puritans.
Dzisiaj chcialam cos wreszcie przezyc. udalo sie ciut. przez 10 minut moze cos.
dziwne, ze jutro nie mam ochoty juz nic przezywac.
spijcie dobrze.
Strasznie tegoroczny Opener mnie nudzi, i uwazam, ze zle zrobilam, ze tu przyjechalam.
Duzo lepiej bawilabym sie w gorach lub na jakiejs wsi z ksiazka w rece, w sluchawkach.
Lineup okazal sie do dupy. /z wyjatkami. ale festiwal to festiwal. angazuje Cie na cale dnie. to nie wyjscie na koncert jednej grupy. Tutaj nie mozesz godzinami snuc sie po (za przeproszeniem) chujowych koncertach, snuc sie, i natrafiac na sciane, lub jakis syf. To nie powinno byc tak. i zwykle nie bylo. Poprzednie lata nas rozpiescily. Stad tez moze duze wymagania. O zeszlym roku nawet nie chce sie wypowiadac. jaki wypas. Jak bardzo to bylo nawet nie do ogarniecia. i jaka adrenalina. przyjemnosc. czad we wlosach.
liczba zaliczonych barierek: 3.
browary: 0
inne uzywki/alko: 0
poziom znudzenia: 100%
poziom emocjonalny: martwica. i nuda.
Zaliczylam dzis:
Sistars - o dziwo niezly koncert. Panienki wykazuja progres i reprezentuja wysmienity swiatowy poziom wokalny, jednak mega komercja. i wcale mnie to nie interesuje.
The Asteroids Galaxy Tour - niezły skandynawski wokal. mdły nudny skandynawski pop. /nuda do potęgi. Ucieczka spod barierki po 25 minutach sprintem.
Primus - nawet ok. Bez szału. totalnie bez szału. chociaz brawo za oryginalnosc i niebylejakosc. brawo za bycie soba??
Kate Nash - porażka. totalna porażka. zero głosu. Darcie gęby. muzyczne dno. Przerost formy nad treścią. jedyne co - mila dziewczyna. sympatyczna. /Ucieczka spod barierki po kwadransie, slalomem.
Prince - coz. Bylo lepiej niz sie spodziewalam. naprawde. ale i tak nuda. Ja nie lubie popu. nic nie poradze.
z Prince uciekam na koncert Niecheci /na Niechec szlam w Warszawie juz kilka razy i dojsc nie moglam. Niechec okazuje sie byc rewelacyjna opcja. Fascynujacym szalonym jazzem, z elementami bardzo free.
Na Niecheci czuje ulge. Jakbym znalazla sie w domu, wsrod swoich.
W namiocie jest 20 osob. /kiedy 50 metrow dalej stoi 100.000 osob i oglada/slucha Prince`a..
Ta sytuacja jest tragikomiczna. Chodzi mi o wartosc artystyczna Niecheci...
Chapel Club o 1:00 na Tent Stage/bieg pod barierkę po pierwszym kawałku.
Zalazek. Skupienie. Ciekawosc. Proba nawiazania kontaktu. Otwarcie polow na.
ale kiedy zaczynam cos czuc. i czuc ten caly motyw. koncert sie konczy.
po 36 minutach. i nie ma bisu. Goscie normalnie nas olali.
Kwadrans oklaskow, wrzaskow. i nic. nie wyszli. Ta sytuacja zepsula cale wrazenie, ktore bylo niezwykle. Przez krotka chwile. Nie wiem co mam o tym myslec. /ale postaram sie dac temu szanse. Czulam od tego wokalisty bardzo dobre emocje. i ogromna wrazliwosc. Niby tez taki zwykly indie pop podbity post-rockiem, a jednak prawdziwie nowy. a jednak mial to Coś.
Mial to, czego nawet nie mialo wysmienite i 100 razy bardziej inspirujace Crystal Fighters.
A potem znowu nuda. i myslisz tylko, zeby dojsc do domu.
i zeby ten Opener sie juz skonczyl. chociaz jutro James Blake i These New Puritans.
Dzisiaj chcialam cos wreszcie przezyc. udalo sie ciut. przez 10 minut moze cos.
dziwne, ze jutro nie mam ochoty juz nic przezywac.
spijcie dobrze.
sobota, 2 lipca 2011
a jednak padła mi bateria i nie poszłam po kabel
koncerty udane:
Crystal fighters (nie moje klimaty, a jednak olśnienie.).
Igor Boxx (jeden z najlepszych koncertów ostatnich miesięcy.)
Bipolar Bears. (świetne chłopaki z PL. dobra pół-elektroniczna alternatywa)
Abraham Inc. (nieźle. ale jakże dobrą podjęłam decyzję, że po 8 minutach uciekłam na Igora)
d4d (na koncercie głównie myślałam o tym, że d4d musi iść na eksport. i było lepsze niż wczorajsze Caribou. a nawet the National???)
nieudane:
PULP, Foals, (nuda)
Cut Copy (beznadziejny wokal)
British Sea Power (może być ale raczej tak sobie)
Plazmatikon (no nie wiem. nie moje tematy/ choć w sumie nie było źle??)
bateria mi pada. nie mam siły iść po kabel.
koncerty
a jednak głównie żyliśmy dziś survivalem. a nie muzyką.
o 23 wysuszyłam na grillu telefon komórkowy.
liczba zaliczonych barierek: 0.
liczba zrobionych zdjęć:0
browary:0
wódkę przemyciłam. ale nie chciało mi się jej pić.
padam na twarz. wszystko mnie boli. Mam wszystko mokre.
nie podobało mi się dzisiaj za bardzo.
Większość kapel była nudna. słaba. pomyślcie 7-8 godzin na wygwizdowie w ulewie, i w zasadzie tylko dwa koncerty udane: o 20:30 i o 1:00. D4d nie liczę, gdyż występ udany, ale totalnie nie moje klimaty, i mimo wszystko totalna obojętność z mojej strony../no dobra i Bipolar Bears. ale udało się załapać tylko na 20 minut, około 18.
/apdejt 14:26
ciekawe, jak dziś będzie.
wczoraj miałam na sobie kalosze, polar snowboardowy, kurtkę jesienno-zimową oraz płaszcz przeciwdeszczowy, a jednak byłam przemoczona od stop do głów../ a telefon trzymałam potem w.. staniku, gdyż było to jedyne suche miejsce w całej okolicy.
dziś mój plan jest taki (dość skromny i zaczyna się o 19, a nie od 17):
The Asteroids Galxy Tour, Primus, Kate Nash, Prince, Chapel Club.
miłego dnia ;)
Crystal fighters (nie moje klimaty, a jednak olśnienie.).
Igor Boxx (jeden z najlepszych koncertów ostatnich miesięcy.)
Bipolar Bears. (świetne chłopaki z PL. dobra pół-elektroniczna alternatywa)
Abraham Inc. (nieźle. ale jakże dobrą podjęłam decyzję, że po 8 minutach uciekłam na Igora)
d4d (na koncercie głównie myślałam o tym, że d4d musi iść na eksport. i było lepsze niż wczorajsze Caribou. a nawet the National???)
nieudane:
PULP, Foals, (nuda)
Cut Copy (beznadziejny wokal)
British Sea Power (może być ale raczej tak sobie)
Plazmatikon (no nie wiem. nie moje tematy/ choć w sumie nie było źle??)
bateria mi pada. nie mam siły iść po kabel.
koncerty
a jednak głównie żyliśmy dziś survivalem. a nie muzyką.
o 23 wysuszyłam na grillu telefon komórkowy.
liczba zaliczonych barierek: 0.
liczba zrobionych zdjęć:0
browary:0
wódkę przemyciłam. ale nie chciało mi się jej pić.
padam na twarz. wszystko mnie boli. Mam wszystko mokre.
nie podobało mi się dzisiaj za bardzo.
Większość kapel była nudna. słaba. pomyślcie 7-8 godzin na wygwizdowie w ulewie, i w zasadzie tylko dwa koncerty udane: o 20:30 i o 1:00. D4d nie liczę, gdyż występ udany, ale totalnie nie moje klimaty, i mimo wszystko totalna obojętność z mojej strony../no dobra i Bipolar Bears. ale udało się załapać tylko na 20 minut, około 18.
/apdejt 14:26
ciekawe, jak dziś będzie.
wczoraj miałam na sobie kalosze, polar snowboardowy, kurtkę jesienno-zimową oraz płaszcz przeciwdeszczowy, a jednak byłam przemoczona od stop do głów../ a telefon trzymałam potem w.. staniku, gdyż było to jedyne suche miejsce w całej okolicy.
dziś mój plan jest taki (dość skromny i zaczyna się o 19, a nie od 17):
The Asteroids Galxy Tour, Primus, Kate Nash, Prince, Chapel Club.
miłego dnia ;)
piątek, 1 lipca 2011
Opener Dzien pierwszy
Koncert wieczoru: Simian Mobile Disco.
Porazka wieczoru: Caribou
Show wieczoru: Coldplay
Emocje (moje) wieczoru: The National.
ranking dnia:
1. Simian Mobile Disco,
2. Coldplay
3. Daktari
4. Twilight Singers
5. The National
6. Caribou.
The Contemporary Noise Sextet i Tides From Nebula - kolizja. nie dotarłam.
Mogę mieć ich w Warszawie kilka razy w roku.
Caribou. Ostatnia plyta Caribou wyladowala u mnie w rankingu 2010 na pozycji chyba 3???
/na uszczknietych 300-400 plyt????
Napisalam, ze (..) wyrywa niewinne dziewice. jest jak seks z nieznajomym w przydroznym barze, na filmach typu pif paf cmok-cmok... (..)...
/dzis byla NUDA. nie dosc, ze nie bylo seksu z nieznajomym, to nie bylo nawet niewinnego onanizmu. nie bylo platonicznej milosci. ani nawet przyjazni. byly flaki.
Jak nieudana podrobka Sufjana Stevensa.
The National. emocje. Ja. Wokalista. ludzie - nie wiem. nie widzialam ludzi.
a) zle naglosnienie do 2/3 koncertu. popsulo wszystko.
b) On ma za slabe warunki glosowe. i falszuje. i nie daje rady. ale i tak uwielbiam faceta.
Jest spontaniczny i dobry, i o wielkim sercu. To sie czuje./no i na plytach daje rade. Ma piekny glos. jak nie falszuje./takie sobie zdanie wyrobilam po wysluchaniu wielu klipow koncertowych The National z calego swiata. Czesto chlop rady nie dawal. Jednakze nie wiem jak to zrobil, bo w lutym w Stodole bylo oblednie. Ale naglosnienie bylo wtedy idealne. Sala byla zamknieta. Bylo ciemno. i Moze ktos mial lepszy dzien...
Coldplay. Szczerosc. Radosc. Zabawa. Szczerosc ze strony artystow.
Ogrom koncertu powalil. Klimat powalil. Bisy powalily.
eksplozja radosci. Piekny czysty koncertowy glos. Muzycznie - zero inspiracji.
ale nie zawsze o to chodzi. Bylo doskonale.
Daktari - kilka chwil - bo na calosc nie zalapalam sie - doskonalego mlodego jazzu.
Po Coldplay - muzyczny balsam.
Simian. wbil mnie w ziemie. Elektronike mialam w kazdej komorce mojego ciala i duszy.
Inspiracja 10000 procent. Umilowanie muzyki. Geniusz. Talent. Artyzm.
Twiligt Singers. Klasa. warunki wokalne pierwszej jakosci. Przyjemnosc. cieplo. Chce poznac ich bardziej, bo nie znam.
2 herbaty.
2 kawy.
1 Cola.
browary: 0
inne alkohole: 0
inne uzywki: 0
ilosc zaliczonych barierek: 0.
ilosc zrobionych zdjec: 0.
/czyli starzeje sie. i jestem leniwa. ;))))))))))))))
dobrej nocy
ps. tutaj możecie poczytać (jeśli ktoś nie czytał) zeszłoroczne przeżycia z Openera. Wtedy opisałam je za jednym zamachem:
http://koncertownik.blogspot.com/2010/07/2142-pociag-neptun-ic-relacji-gdynia.html
Porazka wieczoru: Caribou
Show wieczoru: Coldplay
Emocje (moje) wieczoru: The National.
ranking dnia:
1. Simian Mobile Disco,
2. Coldplay
3. Daktari
4. Twilight Singers
5. The National
6. Caribou.
The Contemporary Noise Sextet i Tides From Nebula - kolizja. nie dotarłam.
Mogę mieć ich w Warszawie kilka razy w roku.
Caribou. Ostatnia plyta Caribou wyladowala u mnie w rankingu 2010 na pozycji chyba 3???
/na uszczknietych 300-400 plyt????
Napisalam, ze (..) wyrywa niewinne dziewice. jest jak seks z nieznajomym w przydroznym barze, na filmach typu pif paf cmok-cmok... (..)...
/dzis byla NUDA. nie dosc, ze nie bylo seksu z nieznajomym, to nie bylo nawet niewinnego onanizmu. nie bylo platonicznej milosci. ani nawet przyjazni. byly flaki.
Jak nieudana podrobka Sufjana Stevensa.
The National. emocje. Ja. Wokalista. ludzie - nie wiem. nie widzialam ludzi.
a) zle naglosnienie do 2/3 koncertu. popsulo wszystko.
b) On ma za slabe warunki glosowe. i falszuje. i nie daje rady. ale i tak uwielbiam faceta.
Jest spontaniczny i dobry, i o wielkim sercu. To sie czuje./no i na plytach daje rade. Ma piekny glos. jak nie falszuje./takie sobie zdanie wyrobilam po wysluchaniu wielu klipow koncertowych The National z calego swiata. Czesto chlop rady nie dawal. Jednakze nie wiem jak to zrobil, bo w lutym w Stodole bylo oblednie. Ale naglosnienie bylo wtedy idealne. Sala byla zamknieta. Bylo ciemno. i Moze ktos mial lepszy dzien...
Coldplay. Szczerosc. Radosc. Zabawa. Szczerosc ze strony artystow.
Ogrom koncertu powalil. Klimat powalil. Bisy powalily.
eksplozja radosci. Piekny czysty koncertowy glos. Muzycznie - zero inspiracji.
ale nie zawsze o to chodzi. Bylo doskonale.
Daktari - kilka chwil - bo na calosc nie zalapalam sie - doskonalego mlodego jazzu.
Po Coldplay - muzyczny balsam.
Simian. wbil mnie w ziemie. Elektronike mialam w kazdej komorce mojego ciala i duszy.
Inspiracja 10000 procent. Umilowanie muzyki. Geniusz. Talent. Artyzm.
Twiligt Singers. Klasa. warunki wokalne pierwszej jakosci. Przyjemnosc. cieplo. Chce poznac ich bardziej, bo nie znam.
2 herbaty.
2 kawy.
1 Cola.
browary: 0
inne alkohole: 0
inne uzywki: 0
ilosc zaliczonych barierek: 0.
ilosc zrobionych zdjec: 0.
/czyli starzeje sie. i jestem leniwa. ;))))))))))))))
dobrej nocy
ps. tutaj możecie poczytać (jeśli ktoś nie czytał) zeszłoroczne przeżycia z Openera. Wtedy opisałam je za jednym zamachem:
http://koncertownik.blogspot.com/2010/07/2142-pociag-neptun-ic-relacji-gdynia.html
czwartek, 30 czerwca 2011
/jest jeszcze coś..
/How to Dress Well - Ready For The World (xxxy remix)/
Poznałam dziś w pociągu młodego DJa, który czytał moje zestawienie płytowe w marcowym LaiFie.
Umiał mnie z głowy zacytować.
Padłam!!!!
Jestem w Gdyni, jutro wielki dzień:
The National, Coldplay, Caribou, Simian Mobile Disco.
Tides From Nebula. i Contemporary Noise Sextet.
/to wybrałam na jutro. Pierwszy rząd muszę zrobić w całości. Dolny częściowo kolizja.
Zrobię więc częściowo.
Jutro najlepszy dzień. i niedziela.
Ogólnie line-up jest lżejszy.
rok temu zrobiłam 27 koncertów w 4 dni. Biegałam między scenami. Załamana kolizjami.
Teraz kolizji mniej. Może zrobię kilkanaście koncertów. Może 20. Nie więcej.
Będę mogła lepiej przeżyć te koncerty, więc cieszę się.
/Cieszę się z Openera wreszcie. Jestem totalnie otwarta i pełna radości.
Z gruntem streszczam się, że hey. Dużo się dzieje. Bardzo dużo.
Marzę. Zaczynam bardziej marzyć niż się bać, jutra.
/i to nie tak, że mam jakąś huśtawkę. O nie nie. Po prostu - no dużo się dzieje.
Każdy dzień teraz jest wielkim krokiem do stabilizacji.
stabilizacja dla mnie = brak życiowych problemów i możliwość oddawania się muzyce. swoim jazdom. fantazjom. przyjemnościom. /ależ to strasznie brzmi. egocentryczka. egoistka. hedonistka. ;))))/ale nie o tym.
śpijcie dobrze.
/odpalcie na dobranoc poniższe/przyszło mi na myśl, że jutro może być najlepszy dzień mojego życia :))) /nigdy nie wymyśliłabym takiego line-upu / to aż nieprzyzwoite!!!!! ->
/Coldplay - In my place (Roskilde Festival 2009)/
The National - Conversation 16
/Caribou - Odessa/
Simian Mobile Disco - 10000 Horses Can't Be Wrong
/Tides from Nebula - Tragedy of Joseph Merrick
Contemporary Noise Sextet - Zero Gravity
Poznałam dziś w pociągu młodego DJa, który czytał moje zestawienie płytowe w marcowym LaiFie.
Umiał mnie z głowy zacytować.
Padłam!!!!
Jestem w Gdyni, jutro wielki dzień:
The National, Coldplay, Caribou, Simian Mobile Disco.
Tides From Nebula. i Contemporary Noise Sextet.
/to wybrałam na jutro. Pierwszy rząd muszę zrobić w całości. Dolny częściowo kolizja.
Zrobię więc częściowo.
Jutro najlepszy dzień. i niedziela.
Ogólnie line-up jest lżejszy.
rok temu zrobiłam 27 koncertów w 4 dni. Biegałam między scenami. Załamana kolizjami.
Teraz kolizji mniej. Może zrobię kilkanaście koncertów. Może 20. Nie więcej.
Będę mogła lepiej przeżyć te koncerty, więc cieszę się.
/Cieszę się z Openera wreszcie. Jestem totalnie otwarta i pełna radości.
Z gruntem streszczam się, że hey. Dużo się dzieje. Bardzo dużo.
Marzę. Zaczynam bardziej marzyć niż się bać, jutra.
/i to nie tak, że mam jakąś huśtawkę. O nie nie. Po prostu - no dużo się dzieje.
Każdy dzień teraz jest wielkim krokiem do stabilizacji.
stabilizacja dla mnie = brak życiowych problemów i możliwość oddawania się muzyce. swoim jazdom. fantazjom. przyjemnościom. /ależ to strasznie brzmi. egocentryczka. egoistka. hedonistka. ;))))/ale nie o tym.
śpijcie dobrze.
/odpalcie na dobranoc poniższe/przyszło mi na myśl, że jutro może być najlepszy dzień mojego życia :))) /nigdy nie wymyśliłabym takiego line-upu / to aż nieprzyzwoite!!!!! ->
/Coldplay - In my place (Roskilde Festival 2009)/
The National - Conversation 16
/Caribou - Odessa/
Simian Mobile Disco - 10000 Horses Can't Be Wrong
/Tides from Nebula - Tragedy of Joseph Merrick
Contemporary Noise Sextet - Zero Gravity
środa, 29 czerwca 2011
wtorek, 28 czerwca 2011
oj tam oj tam oj tam ;) Dziecko co TY wczoraj tu wygadywałaś. Przecież i tak nikt w to nie uwierzy ;))))
/Peter Broderick & Machinefabriek - Planes/
/Peter Broderick & Machinefabriek - Homecoming/
/Peter Broderick And Machinefabriek - 03 - Kites/
/Aaron Martin & Machinefabriek - cello recycling/
/Lucy - Ter/
Przy tym ostatnim kawałku, wiem, że znalazłam numer wieczoru.
Że właśnie tego szukałam.
Zaczyna mi się dziś wszystko porządkować w głowie.
Szczęśliwie.
/Peter Broderick & Machinefabriek - Homecoming/
/Peter Broderick And Machinefabriek - 03 - Kites/
/Aaron Martin & Machinefabriek - cello recycling/
/Lucy - Ter/
Przy tym ostatnim kawałku, wiem, że znalazłam numer wieczoru.
Że właśnie tego szukałam.
Zaczyna mi się dziś wszystko porządkować w głowie.
Szczęśliwie.
niedziela, 26 czerwca 2011
oj dziwne moje wynurzenia. /ale chcę to napisać. i kropka./a właściwie chciałam./bo tytuł zawsze idzie na końcu. wiadomo.
Wróciłam./blog bezpiecznie się przekimał.
Ja się przespałam.
Potrzebowałam chwili spokoju.
Ale nie wiem od czego miałabym zacząć.
Po kilku miesiącach spędzonych naukowo nie ogarniam rozkładu lotów.
Wpadają mi informacje o niesamowitych koncertach, a ja czuję, że nie mogę. Że teraz nie będzie tak jak być miało.
Ani nawet tak jak było.
W głowie mam bowiem same "poważne" sprawy. Życiowe sprawy.
Planowanie. Wykonanie. Stabilizacja. Odpowiedzialność.
kurwa. odpowiedzialność. /wybaczcie!
Obawiam się przyszłości. Obawiam się, że nie wiem co jest właściwe.
jadę na Openera. Ale mam wyrzuty sumienia, bo powinnam zająć się w tym czasie czymś innym, czymś pożytecznym. Do tego stopnia mam wyrzuty sumienia, że nie chcę jechać.
Jadę, bo mam zobowiązania towarzyskie. Ważne zobowiązania.
Po Openerze jadę do Poznania na koncert Portishead. spełnić swoje największe koncertowe marzenie.
a myślę głównie o tym, że mi to nie na rękę. I, że nie mam czasu. No ale bilety mam od pół roku.
Poza tym nie mogę przecież nie pojechać, skoro na ten koncert czekam od wielu lat. Prawda? Prawda.
Myślę o tym, że w czasie Openera mam w Warszawie koncert Pantha du Prince (ajć!!!!!!).
i Tord Gustavsen Trio (aaaa!!!!!!!!!!!!). Więc by wystarczyło. zamiast Openera.
Ale jadę na Openera. i też będzie dobrze. Bo The National. Bo dużo jeszcze. Ale The National, to jest to.
Nie słucham żadnej muzyki. od dawna. Myśl, że mogłabym czegoś więcej posłuchać, i zrobić sobie wypas muzyczny - wydaje się nagle głupia, jawi mi się jako totalne marnotrawienie czasu, i szczyt debilizmu.
Myślę o festiwalu Nowa Muzyka, o Offie. i o Audioriver - bo Trentemoller i Modeselektor.
Myślę, że Audioriver jest w złym terminie.
Myślę, że te festiwale to moja fanaberia. Że nic pożytecznego. Mam wyrzuty sumienia.
I nie pojadę??
Nie byłam we wt na The Cinematic Orchestra. Ani w pt na Arcade Fire.
co się ze mną stało????? :((((((((((
nigdy tak nie miałam.
W ogóle wydaje mi się, że jestem nieodpowiedzialna. niepoważna.
i prowadzę życie pozbawione sensu, i celu. Ponieważ życie muzyką jest chore. i abstrakcyjne.
Ponieważ nawet sama tej muzyki nie robię. Czyli nie mam usprawiedliwienia.
Panicznie boję się jutra.
i podejmowania decyzji.
Wiem, nie powinnam przesadzać. Umiałam odstawić to wszystko i poświęcić się czemuś, co było ważne.
Umiałam odmówić sobie wszystkiego.
Czyli potrafię.
Może to tylko taki tydzień..
Może jak sobie życie poukładam...
Oby.
/apdejt 00:06
Chyba jednak histeryzuję.
Chyba jednak brak gruntu odejmuje mi rozumu.
Czyli jest nadzieja. Ale trzeba się streszczać. z gruntem.
bo dobre koncerty są ;)))
Ja się przespałam.
Potrzebowałam chwili spokoju.
Ale nie wiem od czego miałabym zacząć.
Po kilku miesiącach spędzonych naukowo nie ogarniam rozkładu lotów.
Wpadają mi informacje o niesamowitych koncertach, a ja czuję, że nie mogę. Że teraz nie będzie tak jak być miało.
Ani nawet tak jak było.
W głowie mam bowiem same "poważne" sprawy. Życiowe sprawy.
Planowanie. Wykonanie. Stabilizacja. Odpowiedzialność.
kurwa. odpowiedzialność. /wybaczcie!
Obawiam się przyszłości. Obawiam się, że nie wiem co jest właściwe.
jadę na Openera. Ale mam wyrzuty sumienia, bo powinnam zająć się w tym czasie czymś innym, czymś pożytecznym. Do tego stopnia mam wyrzuty sumienia, że nie chcę jechać.
Jadę, bo mam zobowiązania towarzyskie. Ważne zobowiązania.
Po Openerze jadę do Poznania na koncert Portishead. spełnić swoje największe koncertowe marzenie.
a myślę głównie o tym, że mi to nie na rękę. I, że nie mam czasu. No ale bilety mam od pół roku.
Poza tym nie mogę przecież nie pojechać, skoro na ten koncert czekam od wielu lat. Prawda? Prawda.
Myślę o tym, że w czasie Openera mam w Warszawie koncert Pantha du Prince (ajć!!!!!!).
i Tord Gustavsen Trio (aaaa!!!!!!!!!!!!). Więc by wystarczyło. zamiast Openera.
Ale jadę na Openera. i też będzie dobrze. Bo The National. Bo dużo jeszcze. Ale The National, to jest to.
Nie słucham żadnej muzyki. od dawna. Myśl, że mogłabym czegoś więcej posłuchać, i zrobić sobie wypas muzyczny - wydaje się nagle głupia, jawi mi się jako totalne marnotrawienie czasu, i szczyt debilizmu.
Myślę o festiwalu Nowa Muzyka, o Offie. i o Audioriver - bo Trentemoller i Modeselektor.
Myślę, że Audioriver jest w złym terminie.
Myślę, że te festiwale to moja fanaberia. Że nic pożytecznego. Mam wyrzuty sumienia.
I nie pojadę??
Nie byłam we wt na The Cinematic Orchestra. Ani w pt na Arcade Fire.
co się ze mną stało????? :((((((((((
nigdy tak nie miałam.
W ogóle wydaje mi się, że jestem nieodpowiedzialna. niepoważna.
i prowadzę życie pozbawione sensu, i celu. Ponieważ życie muzyką jest chore. i abstrakcyjne.
Ponieważ nawet sama tej muzyki nie robię. Czyli nie mam usprawiedliwienia.
Panicznie boję się jutra.
i podejmowania decyzji.
Wiem, nie powinnam przesadzać. Umiałam odstawić to wszystko i poświęcić się czemuś, co było ważne.
Umiałam odmówić sobie wszystkiego.
Czyli potrafię.
Może to tylko taki tydzień..
Może jak sobie życie poukładam...
Oby.
/apdejt 00:06
Chyba jednak histeryzuję.
Chyba jednak brak gruntu odejmuje mi rozumu.
Czyli jest nadzieja. Ale trzeba się streszczać. z gruntem.
bo dobre koncerty są ;)))
piątek, 10 czerwca 2011
czwartek, 9 czerwca 2011
czwartek, 2 czerwca 2011
wtorek, 31 maja 2011
Radio BUW prezentuje
/Amon Tobin - Bloodstone/
/Yann Tiersen - Comptine d`un autre ete/
Open your mind.
/Yann Tiersen - Comptine d`un autre ete/
Open your mind.
Etykiety:
electronic,
folk electronic,
idm,
instrumental
poniedziałek, 30 maja 2011
a tu mały orgazm biblioteczny ->
/Kixnare - Instrumentals/
;))))))))
/przypomniałam sobie, że 6 lipca mam w Poznaniu Portishead.
21 czerwca The Cinematic Orchestra.
18 czerwca Austra.
I w ogóle. Ucieszyłam się. Że normalnie to już niedługo ;)))))))
;)
/bo ja mam ochotę się pobawić. potańczyć. Straaaasznie chce mi się tańczyć.
już nie mogęęęęęęęęęęęęę tak jak teraz. w słuchawkach czy bez.
Chcę się ruszyć!!!!!
/Kixnare - Instrumentals/
;))))))))
/przypomniałam sobie, że 6 lipca mam w Poznaniu Portishead.
21 czerwca The Cinematic Orchestra.
18 czerwca Austra.
I w ogóle. Ucieszyłam się. Że normalnie to już niedługo ;)))))))
;)
/bo ja mam ochotę się pobawić. potańczyć. Straaaasznie chce mi się tańczyć.
już nie mogęęęęęęęęęęęęę tak jak teraz. w słuchawkach czy bez.
Chcę się ruszyć!!!!!